|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
piątek, 13 stycznia 2012
Olsztyński browar Kormoran wspominany jest dosyć często na forach i blogach miłośników piw niszowych. Jego produkty zazwyczaj zbierają w tych miejscach dobre oceny. Ja sam nie miałem jak dotąd wielu doświadczeń z tymi piwami, bo na południu Polski rzadko się je spotyka. Ostatnimi czasy jednak wpadło mi w ręce Ciemne Miodne, toteż uznałem za swój obowiązek zdegustować je i zrecenzować. W tym roku rozmaite piwa z dodatkiem miodu są wyjątkowo popularne. Można powiedzieć, że nastała na nie moda. Jednak zazwyczaj są to piwa jasne. Dwa takowe omówiłem w poprzednim wpisie. Miodne z Kormorana, jako piwo ciemne, jest więc swego rodzaju wyjątkiem. Jak zaznaczyłem już w poprzednim wpisie, piwa miodowe znacznie się między sobą nawzajem różnią, jeśli chodzi o zawartość miodu. W niektórych jest on ledwie wyczuwalny, w innych wręcz dominuje. Miodne z Kormorana plasuje się pod tym względem mniej więcej pośrodku. Miód jest wyczuwalny zarówno w smaku, jak i w zapachu, ale nie przytłacza chmielu i słodu. Miodne jest przedewszystkiem typowym ciemnym piwem średniej mocy. Jest oczywiście dosyć słodkie, słodyczą pochodzącą w większej części od słodu, w mniejszej zaś od miodu. W tle zaś wyraźnie wyczuwalna jest charakterystyczna goryczka aromatycznego chmielu. Bukiet smakowy jest więc akurat taki, jaki w ciemnym piwie być powinien. Wszystko jest w nim harmonijnie ułożone. Moim zdaniem jest to najlepsze piwo ciemne spośród tych, które poznałem w minionym roku. Jako ze tytuł najlepszego jasnego mogę bez wahania przyznać Obołoniowi Biłemu, toteż moje prywatne wyróżnienia piwne za rok 2011 należy uznać za rozdane.
czwartek, 12 stycznia 2012
Ostatnimi czasy miałem możliwość skosztowania dwóch piw miodowych krajowej produkcji. Wbrew pozorom znacznie się one nawzajem od siebie różniły. Pierwszym z nich było Piwo Miodowe z Browaru Łomża. Po łomżyńskim niepasteryzowanym spodziewałem się kolejnego wielkiego piwa, ale niestety się zawiodłem. Miodu było w tym piwie stanowczo za mało. Wystarczyło go do zabicia, a przynajmniej złamania smaku chmielowego, ale nie do nadania miodowego. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Piwem na Miodzie Gryczanym z Browaru Jabłonowo. Jest to piwo na tyle dobrze omiodzone, że można je uznać za jednoznacznie słodkie. Nie wszyscy lubią słodkie piwo, ale ja lubię i to bardzo. Warto przy tem wspomnieć, że dawne piwa były z reguły słodkie. To piwa niesłodkie są więc w pewnym sensie aberracją, a nie odwrotnie. Wracając do naszego piwa gryczanomiodowego z Jabłonowa, to trzeba zaznaczyć, że przy całej jego słodyczy nuty chmielowe są nadal wyraźnie wyczuwalne. Jest więc to piwo miodowe pełną gębą - w pełni piwne i w pełni miodowe. Trzeba je jednak pić dobrze schłodzone, w przeciwnym bowiem razie harmonia smaku się rozjeżdża, a nuta miodowa zbytnio się uwydatnia i zagłusza chmielową. Ogólnie rzecz biorąc walory smakowe tego piwa oceniam bardzo dobrze. Mam natomiast problem z umieszczeniem tego piwa na skali jasności. Z jednej bowiem strony jego barwa sytuowałaby go wśród piw półciemnych, czy wręcz ciemnych. Z drugiej jednak strony podstawowym kryterium uznania piwa za ciemne, czy półciemne jest użycie do jego produkcji ciemnego słodu. A tymczasem jabłonowskie Piwo na Miodzie Gryczanym zawiera w swym składzie wyłącznie słód jasny. Półciemną barwę zawdzięcza dodatkom miodu i gryki. Należy więc go chyba, mimo tejże barwy, zaliczyć do piw jasnych.
piątek, 23 grudnia 2011
I ghenisis Sou Christe o Theos imon Radosnych, pogodnych i głęboko przeżytych Świat życzą Ela, Artur, Pawełek i
wtorek, 22 listopada 2011
Mycie zębów nie jest jedyną czynnością higieniczną niezbyt lubianą przez dzieci w wieku poniemowlęcym, przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Wiele spośród nich nie lubi także mycia włosów. I w tym przypadku sprawdza się ta sama metoda, co przy zębach. Dobór odpowiedniego szamponu, który przypadnie dziecku do gustu pod względem zapachu, konsystencji, koloru i opakowania, to połowa sukcesu. Jednym z atrakcyjniejszych szamponów dla dzieci jest Garnier for kids. Garnier to tania marka renomowanego koncernu kosmetycznego L'OREAL. Mamy więc praktycznie pewność, że produkt ten jest przyzwoitej jakości, a przy tem nie wydrenuje zanadto naszych kieszeni. Szampon jest produkowany w dwóch wersjach zapachowych - jabłkowej i morelowej. Obydwa warianty dobrze wyglądają, dobrze pachną, dobrze myją i nie drażnią zanadto oczu. Nie zaobserwowałem też przy ich stosowaniu żadnych negatywnych skutków ubocznych na skórze, czy włosach. Skład szamponu jest dosyć klasyczny: woda, mydła, oleje, perfumy. Ogólnie produkt jest naprawę dobry, wręcz bardzo dobry i ze wszech miar godny polecenia. Może się jednak i tak zdarzyć, że niektórzy rodzice mogą mieć do niego zastrzeżenia z tej racji, że jest on wytworem wielkiej korporacji. Ja takich zastrzeżeń nie mam. Nie ulegam wpływom ideologij typu "bez marki", "małe, rodzinne firmy", czy "dobre, bo polskie". Kupuję produkty odpowiadające moim wymaganiom, niezależnie od tego, czy producent jest mały, czy duży, polski, czy zagraniczny. Liczy się w pierwszej kolejności jakość, a dopiero w dużo dalszej kolejności pochodzenie.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Spisek fluorowy spiskiem fluorowym, ale w żadną teorię spiskową, nawet swoją własną, nie należy wierzyć, jak w prawdę objawioną. Dlatego też, sam unikając fluoru jak mogę, w przypadku swoich dzieci stosuję się do rad znajomych stomatologów, których swoją drogą podejrzewam o przynależność do tegoż spisku. Stosuję więc u swoich pociech fluoryzowane pasty do zębów, nie mając pewności, czy im pomagam, czy szkodzę. Najczęściej zalecano mi Elmex, ale on moim dzieciom, a zwłaszcza starszemu synowi absolutnie nie odpowiada. Po wypróbowaniu kilku innych past doszedłem do wniosku, że najodpowiedniejszą będzie pasta Elgydium Kids o smaku malinowo-truskawkowym. Odkąd zaczęliśmy stosować tę pastę, nasz synek zaczął dużo chętniej myć zęby. Jest to bowiem sprawdzona i stała prawidłowość, że najskuteczniejszą metodą nakłonienia malucha do jakiejś czynności higienicznej jest zapewnienie mu atrakcyjnych dla niego przyrządów i środków. Aby więc dziecko, w tym konkretnym przypadku, chętnie myło zęby, trzeba dać mu sczoteczkę opatrzoną wizerunkami postaci lub scen z ulubionej bajki oraz smaczną pastę. Oczywistą jest rzeczą, że nie dla wszystkich dzieci to samo jest smaczne, jednak z doświadczenia tak osobistego, jak i aptecznego wiem, że Elgydium malinowo-truskawkowe odpowiada jeśli nie większości, to przynajmniej znaczącej części z nich. Na zakończenie warto wspomnieć o tem, że dziecięca seria tej marki obejmuje, oprócz wspomnianej truskawkowo-malinowej także pastę truskawkowo-miętową i przeznaczoną dla nieco starszych użytkowników, o smaku gumy balonowej.
niedziela, 20 listopada 2011
Portery bałtyckie, często zwane u nas po prostu porterami, co jest nieco mylące, bo od właściwych, brytyjskich porterów różnią się znacznie, to piwa typowo zimowe. Dlatego też teraz, gdy zima zbliża się wielkiwi krokami kilka produktów tego gatunku chcę omówić. Omówiłem już Grand Imperial Porter ze słynnego z piwnych specjalności browaru Amber w Bielkówku, dziś przyszła pora na Porter Witnicki. Browar w Witnicy w województwie lubuskim, to przypadek dosyć osobliwy. Posiada dwustuletnią historię, do niedawna był zwykłym, niewyróżniającym się, a wręcz chylącym się ku upadkowi browarem lokalnym, jakich w kraju są dziesiątki. Przeszedł jednak restrukturyzację i przekształcił się w browar specjalności. Ostatnimi czasy wyrósł już na najpoważniejszego konkurenta bielkówkowskiego Ambera. Produkuje kilkananaście gatunków piwa, z których kika to hity eksportowe. Jednak dostępność jego produktów w skali ogólnopolskiej jest nikła, a w każdym razie znacznie mniejsza niż amberowskich. Długo nie trafiałem na żaden z nich ani w hipermarketach, ani w delikatesach, ani w małych sklepikach. Dopiero niedawno natknąłem się w rybnickim Realu na Porter Winnicki. Szczerze mówiąc, ja nie widzę zbytnich różnic jakościowych i smakowych pomiędzy porterami bałtyckimi wyprodukowanymi w różnych polskich browarach. Również witnicki nie odbiega ani na plus, ani na minus. Jest to po prostu dobre piwo na jesienne i zimowe wieczory.
sobota, 16 lipca 2011
piątek, 15 lipca 2011
Lato w całej pełni, więc czas jest najwyższy, aby przypomnieć sobie o jasnym piwie. Nie byłbym jednak sobą, gdybym chciał się rozwodzić nad typowym piwem jasnym pełnym, typu żywiec, czy lech, które można kupić w każdym sklepie i każdym barze. Jeśli coś jest typowe, to nie warto o tym pisać. Gdy mowa o piwie zagranicznym, w pierwszej kolejności większości z nas przychodzą do głowy Niemcy i Czechy, a w następnej być może Austria, Słowacja, Dania, Wielka Brytania, czy Niderlandy. Mało kto w tym kontekście pomyśli o Ukrainie. A szkoda, bo produkcja ukraińskich browarów warta jest zainteresowania. O najsłynniejszym z nich, Obołoniu, pisałem już przy okazji kwasu chlebowego. Ale dziwny był to browar, gdyby tylko z kwasu słynął, a piwo robił jedynie na doczepkę. W istocie rzeczy Obołoń warzy piwo równie znamienite i równie sławne jak kwas. Na półkach wybranych polskich sklepów można znaleźć dwa klasyczne gatunki jasne, jeden ciemny i jeden pszeniczny. Ja jednak chciałbym poświęcić nieco więcej miejsca gatunkowi wielce oryginalnemu, nietypowemu, a mianowicie niefiltrowanemu piwu białemu (Biłe). Jest ono nieco mętne, zdecydowanie słodkawe i odrobinę słabsze od pozostałych produktów składających się na tę linię. Odpowiada więc mniej więcej temu, co wiemy o piwie staropolskim. Jest to swego rodzaju paradoks, że produkt może nie staropolski w sensie ścisłym, ale ze staropolszczyzną się kojarzący sprowadzamy z zagranicy, żaden bowiem browar polski, o ile mi wiadomo, takiego piwa nie produkuje. Ortodoksom piwnym, dla których piwo musi być złote i gorzkie, Obołoń Biłe zapewne do gustu nie przypadnie, ja jednak, jako że w dziedzinie piwa ortodoksem nie jestem (chociaż w niektórych innych kwestiach staram się nim być) uważam je za wyśmienite.
środa, 13 lipca 2011
Reaktywację blogu "Moje Ulubione Produkty" zapowiadałem już dwukrotnie - najpierw nieśmiało i niepewnie w tekście informującym o jego zawieszeniu, po raz drugi zaś, już zdecydowanie, w tegorocznym Wiosennym Tekście Organizacyjnym. Sama reaktywacja zaś stała się faktem na początku lipca. Organizacyjnie, tematycznie i stylistycznie blog będzie wyglądał podobnie jak w zeszłym roku. Jedyną różnicą jest to, że nie będzie już tu tekstów bardzo krótkich, krótszych niż dwieście słów. Nie mam natomiast jeszcze pewności, co do tego, w jakich ramach czasowych będe go prowadził. Mam dwie koncepcje. Wedle pierwszej, zawieszę go znów przed Bożym Narodzeniem, by reaktywować po przyszłorocznych Zielonych Świętach. W okresie zimowo wiosennym, z racji prowadzenia blogów okresowych - bożonarodzeniowego, wielkopostnego i wielkanocnego nie mam już dość czasu na pisanie świeżych tekstów na MUP. Druga koncepcja może rozwiązać ten problem, bez zawieszania bloga. W okresie ubogim w teksty specjalnie dla niego przeznaczone mógłbym nań wklejać recenzje płyt, książek i filmów, pierwotnie publikowanych na blogu "Kultura Okiem Svetomira". Byłoby to jak najbardziej zasadne, gdyż książki, płyty i filmy należą bez wątpienia do moich ulubionych produktów. Nie wiem jeszcze, na którą z tych koncepcyj się zdecyduję. Obydwie wydają się kuszące, każda na swój sposób. Na pierwszy rzut oka lepsze wrażenie sprawia druga, wszak powszechnie wiadomo, że dobrymi blogami są blogi regularnie uzupełniane. Jednak i pierwsza ma swoje zalety. Rytm jej pisania odpowiada z grubsza, a po niewielkiej korekcie mógłby odpowiadać ściśle, dawnemu rytmowi prac pasterskich, prowadzonych od świętego Stanisława (8 maja) do świętego Michała (29 września). Prowadzenie bloga zakupowego jest w pewnym sensie działalnością gospodarską, wykazującą pewne analogie do pasterstwa. Miałoby więc pewien sens symboliczny, prowadzenie go tylko w tym czasie, gdy owce przebywają na halach.
środa, 06 lipca 2011
Jak dotąd, zawsze opisywałem tu towary i usługi, z których korzystałem osobiście, lub korzystali moi najbliżsi. Dzisiaj będzie inaczej, chcę bowiem omówić produkt, którego najprawdopodobniej nie ma jeszcze na rynku, a przynajmniej nie jest powszechnie dostępny. Jest całkiem możliwe, że gdzieś już takie urządzenie istnieje, tylko ja o nim jeszcze nie słyszałem. Skoro bowiem coś da się wymyślić, bezpieczniej jest sądzić, że zostało już to wymyślone. Telefony komórkowe z wbudowanymi prostymi aparatami fotograficznymi na początku stulecia były ciekawostką, w ostatnich zaś latach stały się już standardem. Te wbudowane aparaty, czasem są lepsze, czasem gorsze, z reguły jednak znacznie ustępują nawet przeciętnym aparatom fotograficznym. Telefon komórkowy z wbudowanym aparatem fotograficznym zawsze jednak pozostanie przedewszystkiem telefonem.
Brakuje natomiast na rynku urządzenia, w którym te proporcje byłyby odwrócone, czyli w pełni funkcjonalnego kompaktowego aparatu fotograficznego wyposażonego dodatkowo w niektóre funkcjonalności telefonu, takie jak wysyłanie wiadomości tekstowych i multimedialnych, a także poczty elektronicznej oraz dostęp do internetu. Możliwość prowadzenia rozmów nie jest chyba w tego rodzaju urządzeniu do niczego potrzebna. Aby móc realizować wymienione wyżej funkcje aparat taki powinien być zaopatrzony w gniazdo kart SIM, antenę wewnętrzną i klawiaturę, najlepiej w postaci ekranu dotykowego. Takie akcesoria bez problemu zmieszczą się w obudowie aparatu fotograficznego bez konieczności jej powiększania, nie powinny też znacznie podnieść kosztów jego wytworzenia, a co za tem idzie i ceny sprzedaży.
Komu jest potrzebny taki aparat? Przedewszystkiem najaktywniejszym użytkownikom portali społecznościowych takich jak facebook, czy nasza-klasa, wrzucającym na takie serwisy kilkadziesiąt zdjęć miesięcznie. Możliwość zamieszczenia fotografii "jeszcze gorącej", a przy tem dobrej jakościowo będzie dla nich bardzo atrakcyjna. Drugą grupą potencjalnych klientów na tego rodzaju urządzenie są filmowcy-amatorzy korzystający z serwisów takich jak YouTube, czy Dailymotion. Również dla nich atrakcję będzie stanowić możliwość zamieszczenia filmu na stronie bezpośrednio po jego zarejestrowaniu. Trzecią grupą zainteresowanych tego rodzaju sprzętem będą blogerzy oraz amatorscy i profesjonalni dziennikarze. W dzisiejszych czasach możliwość natychmiastowego opublikowania zdjęć dokumentujących najrozmaitsze aktualne wydarzenia jest na wagę złota. Pełnokrwisty aparat fotograficzny wyposażony w możliwość wysyłania zdjęć i filmów na różne sposoby wydaje się więc być urządzeniem niezwykle pożytecznym. Wydaje mi się wręcz niemożliwe, aby nikt dotąd takiego urządzenia nie wymyślił. Zapewne ktoś go gdzieś produkuje, ale słabo reklamuje. Jeśli ktoś z Szanownych Czytelników zna taki aparat, jest proszony o podanie namiarów.
wtorek, 05 lipca 2011
Aby poszerzyć swoją eksperiencję w zakresie produktów nikotynowych już od dawna miałem zamiar nabyć któryś z dostępnych w aptekach artykułów z zakresu nikotynowej terapii zastępczej. A jako że żucie gumy jest dla mnie rzeczą wstrętną, tedy pozostały mi do wyboru plastry, pastylki do ssania i inhalatory. Od zrealizowania tego zamiaru powstrzymywała mnie cena tych preparatów, znacznie przewyższająca cenę na co dzień przeze mnie używanej tabaki. Kiedy więc w aptece, w której pracuję pojawiła się promocja na Niquitin Minitab 4 mg, postanowiłem skorzystać z okazji wypróbowania tego produktu za jedyne kilkanaście złotych. Pastylki te mają dosyć przyjemny smak i są na tyle mocne, że wystarczały mi dwie dziennie, choć maksymalna dawka dzienna to sztuk piętnaście. Gdybym ich tyle jednego dnia zażył, to zapewne rzygałbym jak kot na żaglowcu oceanicznym. Skoro jednak zażywałem tylko dwie dziennie, dwudziestotabletkowe opakowanie służyło mi równie długo, co dziesięciogramowe pudełko tabaki. Jednak pastylki nie dają mi tyle satysfakcji, co tabaka. Dostarczają wystarczająco dużo nikotyny, ale robią to zbyt powoli, wskutek czego nie wywołują tego uczucia przyjemnej, chwilowej zmiany stanu umysłu, które towarzyszy zażyciu tabaki, czy wypaleniu cygaretki lub fajki. Palenie papierosów również go nie wywołuje, toteż takie tabletki zapewne są o wiele bardziej satysfakcjonujące dla papierosiarzy, aniżeli dla tabaczarzy, czy fajczarzy.
piątek, 27 maja 2011
Na wstępie chciałbym, jak zwykle przeprosić, tym z Was, którzy nie życzą sobie moich listów. Następnie chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy głosowali na moją książkę w konkursie "Historia zebrana". Tym razem było bardzo blisko sukcesu, ale niestety znów się nie udało. Mam też kolejną prośbę, związaną z kolejnym konkursem internetowym. Tym razem jednak to nie ja jestem jego uczestnikiem, a mój syn Pawełek. Jest to organizowany przez telewizję Minimini konkurs na laurkę dla mamy. Pracę Pawełka można zobaczyć i zagłosować na nią pod tym adresem: http://www.minimini.pl//kolorowanki/pokaz.php?1095Głosować można do końca maja. Będę bardzo wdzięczny za każdy głos.
piątek, 22 kwietnia 2011
Χριστός ανέστη εκ νεκρών, θανάτω θάνατον πατήσας, και τοις εν τοις μνήμασι, ζω ήν χαρισάμενος!
Chrystus zmartwychpowstał Śmiercią śmierć pokonał Tym, którzy w grobach leżą Żywot wieczny darował Alleluja Radosnych Świąt Wielkanocnych życzą Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Na wstępie chciałbym bardzo gorąco podziękować tym wszystkim spośród Was, którzy głosowali na moją książkę "Religie w Polsce" w pierwszym etapie konkursu książki historycznej Historia Zebrana, w którym startuje ona w kategorii wydawnictw popularnonaukowych. Ten pierwszy etap zakończył sie 31 marca, a jego wyniki zostały ogłoszone 4 kwietnia. Moja książka przeszła do drugiego etapu plebiscytu internautów, oczywiście dzięki Wam, jest to bowiem Wasza zasługa.
Drugi etap głosowania trwa od 4 do 12 kwietnia. Głosować można na tej stronie: http://historiazebrana.pl/index.php?content=glosowanie . Zachęcam do głosowania zarówno tych, którzy już to zrobili w pierwszym etapie, jak i tych, którzy tego nie uczynili. Głosy nie przechodzą z pierwszego etapu, liczą się od nowa, dlatego ważne jest głosowanie również teraz. Szkoda by było zmarnować okazję. Po oddaniu głosu trzeba go koniecznie potwierdzić kliknięciem w link zawarty w otrzymanym wówczas mailu.
Wśród głosujących zostaną rozlosowane książki biorące udział w konkursie. Kto zagłosuje dwukrotnie, będzie miał również dwukrotnie większą szansę na wygranie zestawu książek. A wygląda na to, że szansa na to jest całkiem duża, bo ogół głosujących w tym konkursie nie jest zbyt liczny i nie przekracza kilkuset osób. Warto więc powalczyć, nie tylko dla mnie, ale też dla siebie. Raz jeszcze zachęcam wszystkich do głosowania.
niedziela, 27 marca 2011
Dwa tygodnie temu poprosiłem Was o głosowanie na moją książkę "Religie w Polsce" zgłoszoną przez jej wydawcę do konkursu. Dzisiaj chciałbym przedewszystkiem podziękować tym, którzy oddali już na tę książkę głos, a było ich niemało. Tym, którzy jeszcze chcieliby to uczynić, przypominam, że głosować można na stronie http://www.historiazebrana.pl do dnia 31 marca włącznie. Po oddaniu głosu trzeba go koniecznie potwierdzić kliknięciem w link zawarty w otrzymanym wówczas mailu. Jeśli moja książka przejdzie do następnego etapu, a nie wydaje się to nieprawdopodobne, to od 5 do 12 kwietnia będzie można głosować powtórnie, do czego gorąco zachęcam. Kto zagłosuje dwukrotnie, będzie miał również dwukrotnie większą szansę na wygranie zestawu książek. A wygląda na to, że szansa na to jest całkiem duża, bo ogół głosujących w tym konkursie nie jest zbyt liczny i nie przekracza kilkuset osób. Warto więc powalczyć, nie tylko dla mnie, ale też dla siebie.
poniedziałek, 14 marca 2011
Na wstępie chciałbym podziękować tym wszystkim spośród Was, którzy głosowali na mnie w konkursie „Blog Roku 2010”. Tym razem nie udało mi się w nim nic zdziałać, może jeszcze kiedyś spróbuję, ale w każdym razie niezbyt prędko.
Dzisiaj mam do Was kolejną prośbę. Jej ewentualne spełnienie nic Was nie będzie kosztowało, a jeszcze możecie wygrać nagrodę książkową, mam więc nadzieję, że uda mi się nakłonić do pomocy nieco większą liczbę osób.
Jak zapewne większość z Was wie rok temu ukazała się moja pierwsza i jak dotąd jedyna książka, zatytułowana „Religie w Polsce”. Jest to, jak z samego tytułu łatwo domyślić się pozycja popularna z dziedziny religioznawstwa. Ostatnio mój wydawca zgłosił ją do konkursu książki historycznej Historia Zebrana, w którym startuje ona w kategorii wydawnictw popularnonaukowych, a który to konkurs można znaleźć pod następującym adresem: http://www.historiazebrana.pl/
Zachęcam wszystkich do głosowania. Wśród głosujących zostaną rozlosowane książki biorące udział w konkursie. Głosowanie trwa do 31 marca.
poniedziałek, 14 lutego 2011
Piwo jest zasadniczo napojem na lato, szczególnie zaś piwo jasne. W związku z powyższym miałem i deklarowałem zamiar omawiania w okresie zimowym wyłącznie piw ciemnych. Od każdej jednak reguły trzeba niekiedy uczynić wyjątek. Czynię więc takowy z tej przyczyny, że ostatnim czasem natrafiłem na dwa ciekawe piwa ciemne występujące w integralnej, jednolitej graficznie i używającej tej samej nazwy, serii z jednym jasnym. Serie takowe najlepiej omawia się łącznie. A omówić chcę dzisiaj piwa Gniewosz z browaru Gontyniec. Na wspomnianą serię składają się: klasyczne piwo jasne, piwo ciemne typu koźlak i słodkie piwo ciemne. Wszystkie mają podobną moc - zawartość alkoholu wyrażona w procentach objętościowych mieści się w zakresie od pięciu i pół do sześciu. Wszystkie mają delikatny, stonowany smak. Słodkie nie są zbyt słodkie, a gorzkie nie są zbyt gorzkie. Wszystkie zaś nie są przegazowane, ale pienią się mocno i trwale. Zapakowane są w butelki-baniaczki o objętości 33 cl, ostatnimi czasy dosyć modne w segmencie piwnych specjalności. Szata graficzna wszystich trzech produktów jest bardzo zbliżona, różni się jedynie kolorystyką i nawiązuje do słowiańskiego wczesnego średniowiecza. Pomysł stworzenia takiej serii uznaję za niezwykle interesujący. Dzięki niemu browar Gontyniec ma szanse konkurować na rynku piwnych specjalności nawet z Amberem.
środa, 12 stycznia 2011
Na początku chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyłączyli się do moich działań mających na celu godne uczczenie zmarłego w listopadzie ubiegłego roku Henryka Mikołaja Góreckiego. Akcja ta co prawda nie zakończyła się powodzeniem, ale też nie można o niej mówić jako o kompletnej klęsce. Po pierwsze, została zauważona, pisały o niej rybnickie "Nowiny". Po drugie, przeprowadzając ją zdobyłem konieczne doświadczenie, co pozwoli mi kolejne tego rodzaju akcje w przyszłości przeprowadzać sprawniej. Dzisiaj znowu ośmielam się zwrócić do Was z prośbą, tyle, że dotyczącą nie dobra publicznego, jak wtedy, a czystej prywaty. Jak zapewne większość z Was wie, prowadzę dość sporo blogów. W tym roku postanowiłem zgłosić jeden z nich, a mianowicie "Prawdziwe Boże Narodzenie", poświęcony religijnemu przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia, do konkursu na Blog Roku 2010. Niektórzy z Was pomagali mi już w podobnej sprawie trzy lata temu, kiedy to zgłosiłem blog "Kultura Okiem Svetomira". Jeszcze raz bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy na mnie zagłosowali. Podówczas zająłem szesnaste miejsce w swojej kategorii, co uważam za całkiem niezły wynik. Mam jednak nadzieję, że w tym roku uda mi się go poprawić. Bardzo więc proszę wszystkich, którzy zechcą mi pomóc, o głosowanie na moją propozycję. Oczywiście zachęcam też Was wszystkich do lektury moich blogów. Podsumowując: Mój blog "Prawdziwe Boże Narodzenie" startuje w konkursie na Blog Roku 2010 w kategorii Kultura. Można nań głosować wysyłając SMS o treści E00166 na numer 7122. KosztSMSa to 1,23 zł z VATem. Głosować można tylko do południa dnia 20 stycznia.
czwartek, 23 grudnia 2010
W ten czas Bożych Narodzin Pokój na świat przychodzi Z Narodzeniem Dziedzica Jegoż matką Dziewica (kolęda chorwacka) Radosnych, pogodnych i głęboko przeżytych Świąt Bożego Narodzenia życzą Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie
niedziela, 28 listopada 2010
Nadeszło to, czego można było się spodziewać od dawna. Blog "Moje ulubione produkty" istnieje już pół roku, a mimo dosyć imponującego startu, nie osiągnął dotąd zadowalającego mnie poziomu czytalności. A jak napisał Andrzej Sapkowski, przychodzi taki czas, że trzeba albo zacząć srać, albo oswobodzić wychodek". Skoro więc w danym przypadku na sranie żadną miarą się nie zanosi, tedy najwyraźniej nadeszła pora na oswobodzenie wychodka. Niniejszym więc oznajmiam, że z dniem dzisiejszym odchodzę od regularnegń publikowania tekstów na tym blogu. Odtąd wpisy będą się tu pojawiać tylko od czasu do czasu, gdy uznam, że jakiś produkt szczególnie wart jest opisania. Przypuszczam, że częściej niż innych produktów będą się tu pojawiały piwa i artykuły spożywcze zawierające kofeinę, a to z racji powołania przeze mnie satelickich blogów Piwo Okiem Svetomira i Kofeina to jest to. Mimo wszystko nie uważam przedsięwzięcia z uruchomieniem bloga "Moje ulubione produkty" za całkowicie nieudane i bynajmniej nie żałuję, że się go podjąłem. Nie wykluczam też jego powtórnej aktywacji w przyszłości.
niedziela, 21 listopada 2010
Kofeina zażywana jest najczęściej w postaci napojów, nie jest to jednak jedyny dostępny sposób. Pomijam tu oczywiście wszelkiego rodzaju leki i suplementy diety, albowiem nie należą one do tematyki tego bloga. Skupię się tu raczej na artykułach spożywczych. Drugą po napojach grupą produktów, mogącą zawierać w swym składzie kofeinę są słodycze. Nie mam tu na myśli cukierków kawowych, które zazwyczaj nie zawierają ekstraktu z kawy, a co za tem idzie jej składników aktywnych, a jedynie aromat kawowy. Gdyby je zaliczać do wyrobów kofeinowych, to ciastka z olejkiem rumowym trzeba by zaliczyć do wyrobów alkoholowych. Byłby to oczywiście absurd. Mam raczej na myśli cukierki energetyzujące oparte na wyciągu z guarany. Nie jest to wcale taka wąska nisza. Wśród wielu tego typu produktów moją uwagę przyciągnęły cukierki o wdzięcznej nazwie "Ogień" z serii "Cztery żywioły" firmy Mieszko z Raciborza. Jest to produkt szczególnie, albowiem w opakowaniu można znaleźć nie jeden, a dwa rodzaje landrynkowatych pastylek: jeden z guaraną, a drugi z damianą, zachwalaną na opakowaniu jako afrodyzjak. Działania afrodyzjakalnego tych cukierków jakoś nie zauważyłem, natomiast ogólnie pobudzające i energetyzujące jak najbardziej. Są też, dzięki dodatkowi soku z liczi, smaczniejsze od tych z guaraną też zresztą nie takich złych.
sobota, 20 listopada 2010
Nie ukrywam i nigdy nie ukrywałem tego, że chcę, aby moje blogi chociaż trochę na siebie zarabiały. W latach 2008-2009 nawet to jako tako wychodziło, w tym roku zaś niestety, totalnie się załamało. Zleceń na teksty komercyjne jak na lekarstwo, kliknięć w Google Adsense praktycznie zero, na reklamy AdTaily brak chętnych. Jeśli tak dalej pójdzie, to w przyszłym roku więcej zarobię na wypełnianiu ankiet, niż na blogowaniu. Nie wiem, czy wszędzie jest taka bryndza, czy tylko u mnie? Aby z owego kryzysu wyjść, szukam nowych źródeł przychodu z blogów. Serwisów dostarczających reklamy na blogi jest niemało, jednak większość z nich płaci nie za wyświetlenia reklam, ani nawet nie za kliknięcia, a za zakupy, czy rejestracje dokonane przez klikających. W praktyce więc osiągnięcie jakiegokolwiek przychodu z tych serwisów jest bardzo trudne. Niektóre z nich mają jeszcze dodatkowe utrudnienia, na przykład wymagają prowadzenia własnej działalności gospodarczej, albo nie wysyłają PITów i wymagają samodzielnego rozliczania się z fiskusem. Do wyjątków należy serwis CPM Profit. Zapewnia on dochód co prawda mikroskopijny, ale za to stały i pewny. Płaci bowiem za wyświetlenia reklam, nie zaś za kliknięcia, czy akcje. No ale ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka. Niestety jest dosyć odporny na działania zwiększające ruch. Nie rejestruje wielokrotnych wejść jednego dnia z tego samego IP. Nie akceptuje też stron erotycznych, które, jak powszechnie wiadomo, generują spory ruch, nawet gdy nie zawierają żadnej wartościowej treści. Jedynym sposobem zwiększenia przychodów jest polecanie. A więc polecam. Zachęcam do rejestrowania się w serwisie i zbierania grosików, bo grosz do grosza i będzie kokosza. Nie ukrywam, że sam mam w tym interes. Od każdej zarobionej w tym serwisie przez tych z Was, którzy zarejestrują się przez mój link, złotówki, ja mam dziesięć groszy. A mieć dziesięć groszy i nie mieć dziesięciu groszy, to jest razem dwadzieścia groszy, jak mawiał Esterad Tyssen. Oczywiście, Wasze przychody w żadnym stopniu nie zostaną z tego powodu uszczuplone. Mnie więc przybędzie, a Wam nie ubędzie. Interes tedy jest czysty i dla wszystkich korzystny. Tyle tylko, że mikroskopijny.
niedziela, 14 listopada 2010
Od dawna twierdzę, że Pepsi jest jedynie namiastką Coca-coli i to raczej mizerną. Wśród innych napojów z tej stajni, można znaleźć lepsze i gorsze, wszystkie jednak są mało wyróżniające się na tle produktów firm konkurencyjnych. Swoistym wyjątkiem jest Mountain Dew, który, jako napój zawierający umiarkowaną ilość kofeiny, a zarazem nie należący do typu coli, raczej zaś bliższy lemoniadom, nie miał zbyt wiele konkurencji. Lubię go sobie od czasu do czasu wypić. W domie narastającej mody na napoje energetyczne, było tylko kwestią czasu, kiedy dorobi się on swojej mocniejszej mutacji. W końcu ta chwila nadeszła i doczekaliśmy się drinka MD Adrenaline. Jest to dość dobry energizer, jednak do mojego osobistego lidera tej niszy, a więc Green Upu, sporo mu brakuje. Jest nieco słabszy, nieco mniej smaczny, choć na tle pozostałej konkurencji wypada całkiem dobrze i przedewszystkiem znacznie mniej się wyróżniający na tle morza podobnych marek. Ogólnie jest to produkt na mocną czwórkę, może nawet z plusem.
niedziela, 07 listopada 2010
Cyfrowe aparaty fotograficzne, zwłaszcza zaś kompaktowe dawno już przestały być dobrem luksusowym, a stały się artykułem codziennego użytku, choć może jeszcze nie pierwszej potrzeby. Nikogo więc chyba nie zaszokuję stwierdzeniem, że na piąte urodziny mojego synka, zamiast kolejnej zabawki, która wkrótce zapewne wylądowałaby w jakimś kącie, lub nawet w śmietniku, postanowiliśmy z żoną, kupić mu właśnie aparat. Widzieliśmy już wcześniej, że interesuje go robienie zdjęć, byliśmy więc pewni, że prezent tego rodzaju sprawi mu wiele radości. Tak się też stało. Zanim jednak do tego doszło, stanęliśmy przed zadaniem wyboru odpowiedniego aparatu. Wiedzieliśmy, że musi być niedrogi, ładny i bardzo prosty w obsłudze. Po krótkim rekonasansie na rynku stwierdziliśmy zgodnie, że warunki te spełnia Kodak EasyShare C 142. Trochę jeszcze zachodu trzeba było poświęcić na jego zakup, bo nie w każdym sklepie był on od ręki dostępny. Jeśli chodzi o jakość zdjęć, to jak na aparat w tej cenie (w promocji poniżej 250 PLN), jest więcej niż zadowalająca. Bardzo interesujący jest tryb inteligentnego fotografowania. Wbrew pozorom nie jest to po prostu tryb automatyczny, ale automatyczny dobór programu tematyczny. Można więc w tym trybie fotografować pod światło, w nocy, czy w ruchu. Dzięki temu trybowi nawet dzieci, czy zupełni ignoranci fotograficzni mogą robić całkiem przyzwoite zdjęcia. Małym mankamentem tego aparatu jest brak głośnika, ale w tanim aparacie muszą być jakieś oszczędności, a akurat głośnik nie jest w aparacie fotograficznym elementem niezbędnym.
sobota, 06 listopada 2010
Piwa niepasteryzowane stają się modne. Produkowane są już nie tylko przez małe browary nastawione na piwne specjalności, ale także duże i średnie koncerny. Jak dotąd o piwie niepasteryzowanym pisałem raz i chodziło wtedy o doskonałe piwo z Łomży, które uznałem za jedno z dwóch najlepszych, spośród pitych przeze mnie w tym roku. Napomknąłem też wówczas o słynnym Kasztelanie, który mnie osobiście nie zachwycił. Dziś wspomnę piwo nietypowe, albowiem firmowane nazwą browaru już od dawna nieistniejącego. Browar rybnicki przestał istnieć, gdyż nie spełniał aktualnych kryteriów technologicznych i lokalizacyjnych. Znajdował się kilka kroków od rynku i był bardzo uciążliwy dla okolicznych mieszkańców. Prawa do marki Rybnicki zachowała firma Unibrew, która produkuje rybnickie piwa w swoich browarach w różnych zakątkach kraju, ale dystrybuuje przedewszystkiem na lokalnym rynku Rybnika i okolic. Przypadek ten skłania do zadania sobie pytania o znaczenie terminu "marka lokalna". Czy nadal jest marką lokalną taka, która jest dystrybuowana na swoim pierwotnym terenie, ale produkowana już zupełnie gdzie indziej? Fakt faktem, że o markę Rybnicki producent dba i rozwija ją. W tym roku doszedł do niej nowy produkt a mianowicie piwo niepasteryzowane. Jes to zaiste zacny trunek, ze wszech miar godny uwagi. Smak ma harmonijny i zrównoważony, jak to zwykle z piwami niepasteryzowanemi bywa, może nie tak bogaty, jak Łomży, ale przewyższający Kasztelana. Jeśli jest dostępne w Waszej okolicy, zachęcam do skosztowania, bo warto. |